Siedem lat wcześniej, kiedy Alejandro zakładał firmę, poprosił mnie o pomoc.
„To tymczasowe, mamo” – powiedział. „Bank jeszcze mnie nie zatwierdzi, ale ciebie zaakceptuje. Wkrótce wszystko przeleję”.
Uwierzyłam mu.
Bo był moim synem.
Bo mu ufałam.
Ale miesiące zamieniły się w lata.
Siedem lat kont na moje nazwisko.
Siedem lat odpowiedzialności, która nigdy nie została zwrócona.
Tego ranka zadzwoniłam do mojej prawniczki, Lourdes.
Uważnie słuchała.
Potem zadała proste pytania.
„Czy wszystko nadal jest na twoje nazwisko?”
„Tak”.
„Czy podpisałeś kiedyś stałe upoważnienie?”
„Nie”.
Potem powiedziała:
„Zamknij to dzisiaj. Zabezpiecz się”.