Piasek wlazł mi we wszystko. Przechyliłam kapelusz do góry nogami i pozwoliłam muszelkom, które zebrałyśmy z dziećmi, wylądować na mojej dłoni. Małe białe, jeden z różowymi brzegami, który Susie uparcie twierdziła, że wygląda na szczęśliwy, i płaski, szary, który Matt dał mi bez przemówienia, bo niektóre prezenty nie wymagają słów.
„Czy babcie-flamingi mogą przyjść następnym razem?”
Postawiłam je obok oprawionego zdjęcia Jeremy’ego na kominku.
„No cóż” – powiedziałam cicho. „W końcu zobaczyłam ocean”.
W domu było cicho, jak zawsze wieczorami, ale nie czułam się już tak samotna jak wcześniej. Po raz pierwszy od lat nie czułam się mała obok ludzi, których kochałam.
Nie byłam darmową nianią. Byłam matką. I babcią.
A jeśli mój syn i jego żona kiedykolwiek o tym zapomną, Flamingo Six nadal ma moje miejsce!