Taras przy basenie eksplodował. Jennie wyglądała, jakby chciała, żeby ziemia ją pochłonęła.
Tego wieczoru Judy oczarowała kierownika zajęć i przejęła listę zapisów na karaoke z moralną pewnością siebie kobiety, która przetrwała menopauzę i już nie boi się systemów stworzonych przez człowieka. Zadedykowali mi „Szacunek”.
Jennie wyglądała, jakby chciała, żeby ziemia ją pochłonęła.
A
Cała szóstka stanęła pod lampkami w ośrodku i śpiewała prosto do Sama i Jennie, którzy siedzieli jak sparaliżowani z trójką zmęczonych dzieci i mimiką ludzi, którzy nie spodziewali się publicznej odpowiedzialności, a do tego dochodziły chórki.
Cały taras dołączył do chóru. Nawet Matt śpiewał.
***
Później tego wieczoru Judy usiadła obok mnie na leżaku i spojrzała na wodę.
„Zasługiwałaś na to, żeby zobaczyć ocean jako czyjś gość, Carol. Nie jego pracownik”.
To o mało mnie nie rozpłakało. Zamiast tego wbiłam paznokcie w dłoń.
„Jesteś bardzo dramatyczna jak na emerytowaną księgową” – powiedziałam jej.
Pociągnęła nosem. „Wszyscy najlepsi ludzie tacy są”.
To o mało mnie nie rozpłakało.
Następnego ranka, przy wymeldowaniu, Patty pochyliła się nad ladą i zapytała recepcjonistkę wyraźnie jak dzwon kościelny: „Czy oferujecie zajęcia dla rodziców w pakiecie z noclegiem, czy to sezonowe?”.
Recepcjonistka parsknęła tak głośno, że musiała udawać, że kaszle do drukarki.
Na zewnątrz Flamingo Six przytulało mnie po kolei. Judy pogroziła palcem Samowi. „Jeśli jeszcze raz wykorzystasz tę kobietę, będziemy mieli jeden czat grupowy dalej”.
Odjechali, trąbiąc i machając ręcznikami plażowymi jak flagami. Dzieci błagały, żeby zabierać je na każdą kolejną podróż. Nawet Jennie była zbyt zmęczona, żeby porządnie zaprotestować.