„To niedorzeczne”.
„Nie żartuję”.
Położyłam przed nimi akt własności.
Patrzyłam, jak goście pochylają się, czytają adres, imię i nazwisko, podpisy.
„Miałam ci to dać” – powiedziałam do mamy. „Miejsce na nowy początek, jeśli kiedykolwiek będziesz tego potrzebować. Prezent od córki”.
Są chwile, kiedy pokój zmienia strony, zanim padnie choć jedno oficjalne słowo.
Przeczuwałam, że tak będzie.
Nie wszyscy. Nie wszyscy naraz. Ale dość.
Kobieta podniosła dłoń do ust.
Mężczyzna stojący przy bufecie wyjął telefon.
Stara przyjaciółka mojego ojca, Madeleine Roussel, którą rozpoznałam pomimo siwych włosów, wyszeptała:
„Boże…”
Moja matka pierwsza złapała oddech na tyle, żeby przemówić.
„Ty? Jak to możliwe, że cię na to stać?”
Spotkałam się z nią wzrokiem.
„Zasłużyłam na to”.
Usta lekko się otworzyły.
„Robiąc, co dokładnie?”
„Prowadzę własne studio. Atelier Théa Mercier. Projektowanie wnętrz z najwyższej półki. Mogłaś widzieć nasz najnowszy projekt w AD France”.
Usłyszałam szept dochodzący gdzieś z lewej strony.
„Czekaj… ta nazwa coś ci mówi”.
A potem kolejny.
— To prawda, znam to studio.
Rozdzwoniły się telefony.
Wyszukiwanie w internecie jest niezwykle skuteczne w pomieszczeniu zbudowanym na kłamstwie.
Bastien próbował:
— Ona to zmyśla.