t zbyt uciążliwy, by go otwarcie przyznawać.
Gérard mieszkał w mieszczańskim domu w Le Vésinet, z niebieskimi okiennicami, zadbanym ogrodem i nieskazitelnym podjazdem. W domu zaprojektowanym tak, by na pierwszy rzut oka sprawiać wrażenie stabilności. Takiego, które wygląda na porządne, zanim w rzeczywistości takie jest.
Jej syn, Bastien, mający wówczas dwadzieścia lat, dostał duży pokój gościnny z własną łazienką i widokiem na ogród.
Ja dostałem starą pralnię.
Malutki pokój na końcu korytarza, z wąskim oknem, akurat tyle miejsca, żeby zmieściło się pojedyncze łóżko, mała komoda i kosz na pranie. Zimą zimne powietrze wpadało pod drzwi. Latem upał więził w środku niczym kara.
„To chwilowe” – powiedziała mama, widząc mnie w drzwiach.
Nie.
Mieszkałem w tym pokoju do końca liceum.
W międzyczasie Bastien żył jak chodzący katalog męskich obietnic. Nowy samochód. Pokryte wydatki. Niekończące się dyskusje o jego szkole biznesu, planach, Londynie, Barcelonie, „sieci”. Gérard patrzył na niego z tą dumą, jaką niektórzy mężczyźni mają, inwestując we własny wizerunek. Mama szybko poszła w jego ślady. Podziwiała Bastiena, wspierała go, chwaliła jego ambicje.
A ja zmieniłem szkołę w połowie roku.
Za mało się mówi o tego rodzaju okrucieństwie. Przybywając jako obcy do szkoły, w której już istnieją kliki, gdzie nauczyciele znają historie wszystkich, gdzie pod uprzejmym uśmiechem kryje się świeży żal i cichy gniew. Spędzałam lunch w bibliotece, bo udawanie pilnej uczennicy było łatwiejsze niż samotność.
W domu udawali rodzinę, nigdy mnie tak naprawdę nie włączając.
Nadszedł dzień, w którym rozmawiałam o studiach wyższych.
Dostałam się na znakomity kierunek projektowania wnętrz w Paryżu z częściowym stypendium. Mimo to, co roku trzeba było sporo płacić. Dla mnie to była góra. Dla nich to prawdopodobnie mniej niż kanapa czy ferie zimowe.
Dłonie miałam spocone pod stołem, kiedy w końcu powiedziałam:
„Mamo, możemy porozmawiać o opłatach wpisowych?”
Nawet nie podniosła wzroku znad talerza.
„Co, opłaty wpisowe?”
„Dostałam stypendium, ale wciąż brakuje mi pieniędzy… Zastanawiałam się, czy część ubezpieczenia taty mogłaby…”
„Nie.”
Słowo padło, zanim zdążyłem skończyć.
Spojrzałem na nią.
„Nawet nie pozwoliłaś mi dokończyć”.
„Thea” – odpowiedziała z cierpliwością, która zabrzmiała jak policzek – „pieniądze twojego ojca idą na odbudowę tej rodziny”.
Gérard opuścił gazetę na tyle, by dodać:
„Bastien potrzebuje
Wsparcie na studia. To inwestycja. Niedługo skończysz osiemnaście lat. Czas, żebyś nauczyła się radzić sobie sama.
Wpatrywałam się w niego.
„Pieniądze mojego ojca finansują studia Bastiena?”