To było ustawione. Puste. Jak starannie skonstruowane kłamstwo.
Trzy miesiące temu Chloe i ja planowaliśmy wspólną przyszłość.
Była dla mnie wszystkim – miła, piękna, osoba, z którą myślałem, że spędzę całe życie. Powiedzenie mi „tak” sprawiło, że poczułem się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
Naprawdę wierzyłem, że jesteśmy szczęśliwi.
Dopóki nie zniknęła bez ostrzeżenia.
Przez cały tydzień myślałem, że po prostu odeszła.
A potem wróciła – i znów mnie zniszczyła.
Tego dnia, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi, nie miałam pojęcia, że moje życie zaraz się zawali.
Otworzyłam… i oto była.
Stała obok mojego ojca.
Ręka w rękę.
„Biorę ślub” – powiedział nonszalancko ojciec, klepiąc ją po ramieniu, jakby to było normalne. „Nie złożysz nam gratulacji?”
Nie mogłam nawet przetworzyć tych słów. „O czym ty mówisz?”
„Kończę zaręczyny” – powiedziała Chloe beznamiętnie. „Wychodzę za mąż za Arthura. Proszę, nie utrudniaj mi tego. Moja decyzja jest ostateczna”.
W tym momencie wszystko we mnie pękło.