Jej głos drżał. „Gdybym to zrobiła, próbowałbyś sam to naprawić – i tylko pogorszył sprawę”.
Chciałam się kłócić.
Ale jakaś część mnie wiedziała, że się nie myliła.
„Nie odeszłam, bo przestałam cię kochać” – wyszeptała. „Odeszłam, bo kocham cię na tyle, by cię chronić”.
To bolało bardziej niż cokolwiek innego.
Wyszedłem.
Na zewnątrz powietrze było ostre i zimne. Stałem tam, próbując oddychać, próbując zrozumieć.
Chwilę później usłyszałem jej kroki.
Zatrzymała się obok mnie.
„Dlaczego tak to robisz?” – zapytałem.
„Bo ludzie kwestionują dokumenty” – powiedziała cicho. „Nie kwestionują małżeństwa. Musiało wyglądać realnie”.
„Wyglądało żałośnie”.
„Tak było”.
Usiedliśmy na schodach w milczeniu.
Po chwili zapytałem: „Jak długo się z tym zmagasz?”