„Od dnia, w którym się dowiedziałem”.
„Sama?”
Uśmiechnęła się blado, ze zmęczeniem. „Głównie”.
Spojrzałem na teczkę, którą mi podała – strony umów, prawniczy żargon, wszędzie moje nazwisko.
„Powinieneś był mi zaufać” – powiedziałem cicho.
„I powinieneś był zadać pytania” – odpowiedziała.
Znów zamilkliśmy.
W końcu zapytałem: „Co teraz?”.
„Długi załatwione” – powiedziała. „Jesteś bezpieczny. Twoje imię może zostać oczyszczone”.
Zawahała się. „Teraz… to twoja decyzja. O mnie”.
Wpatrywałem się w ciemną rzekę, a wspomnienia zderzały się ze sobą.
Miłość. Gniew. Zdrada. Wdzięczność.
Wszystko splątane.