Spojrzałem na nich. „Czy ktoś mógłby mi wyjaśnić, co się dzieje?”
Skinęła głową, odzyskując równowagę.
„W tym tygodniu, kiedy zniknęłam” – zaczęła – „dwóch mężczyzn szukało cię. Windykatorzy. Znali twoje nazwisko”.
„To niemożliwe” – powiedziałem. „Nikomu nic nie jestem winien”.
„Zostawili dokumenty” – kontynuowała. „Umowy. Akta sądowe. Twoje nazwisko widniało na wszystkich”.
Pokręciłem głową. „Nigdy nie prowadziłem firmy”.
Jej wzrok przesunął się… na mojego ojca.
Moje spojrzenie podążyło za nim.
Nie mógł spojrzeć mi w oczy.
W końcu się odezwał. „Lata temu… założyłem firmę na twoje nazwisko. Miała być tymczasowa”.
„Zaciągnąłeś długi na moje nazwisko” – warknęłam.
Chloe zrobiła krok naprzód. „Firma upadła gorzej, niż on przyznał. Długi zostały zakopane, zrestrukturyzowane… ukryte. Ale coś wypłynęło na powierzchnię. Ktoś zaczął grzebać”.
Wpatrywałam się w nią. „Więc twoim rozwiązaniem było małżeństwo?”
Na jej twarzy pojawił się ból. „Potrzebowałam dostępu. Wpływów. Sposobu na szybkie naprawienie sytuacji bez wciągania cię w to. Małżeństwo było najczystszą legalną drogą”.
Chwileczkę zajęło jej dotarcie do mnie.
„Wyszłaś za niego… dla papierkowej roboty”.
„Tak”.
„Powinnaś była mi powiedzieć”.