Na moich 70. urodzinach wnuczka nazwała mnie „bezużyteczną staruszką”
Tego wieczoru przyjęcie odbyło się u mnie w Higienópolis. Sama wszystko zorganizowałam, dobrałam każdy szczegół, przygotowałam stół, który przypominał o ważnych datach w naszej rodzinie, zamówiłam tort, który spodobał się mojej córce, jakbym wciąż potrafiła jakoś utrzymać wszystko w ryzach. Valéria spóźniła się, ubrana w złoto, idealna, z bransoletką, którą podarowałam jej lata temu. Nie przytuliła mnie. Nic nie powiedziała. Po prostu rozejrzała się dookoła tym spojrzeniem, które nie pyta o pozwolenie, tylko mierzy to, co i tak uważa za swoje.
Kiedy usiedliśmy, zdałem sobie sprawę, że moje miejsce zostało zmienione. Na czele stołu siedziała już ona. Moje nazwisko zostało przesunięte bliżej kuchni. Zobaczyłem to, zrozumiałem i milczałem. W połowie kolacji uniosła kieliszek i oznajmiła, jakby prezentowała ukończony projekt:
„Rodrigo i ja doszliśmy do wniosku, że wydawnictwo potrzebuje nowego kierownictwa. Od poniedziałku obejmę stanowisko dyrektora generalnego”.
Cisza stawała się coraz cięższa. Poczułam, jak moje ciało robi się zimne.
— Valeria, to nie jest temat na dzisiejszą dyskusję.