Uśmiechnęła się, ale nie był to uśmiech radości.
„Najwyższy czas, żebyś przestał udawać, że wciąż jesteś potrzebny”.
Wstałem powoli.
— Teraz będziesz przepraszał.
Ona również wstała, podeszła do mnie i zatrzymała się zbyt blisko, z tym spojrzeniem, które nie rozpoznawało już niczego z tego, kim kiedyś byliśmy.
— Dopóki ty żyjesz, nigdy nie będę nikim.
I wtedy mnie olśniło.
Leżąc na podłodze, z krwią powoli spływającą po policzkach i metalicznym posmakiem w ustach, nie myślałam o bólu. Myślałam o czasie. O wszystkim, co budowałam latami i o wszystkim, co latami ignorowałam. Dziewczyny, którą wychowałam, już nie było. Na jej miejscu był ktoś, kto wierzył, że wszystko należy już do niego, łącznie ze mną.
Oparłem się o meble, spokojnie wstałem, otarłem krew dłonią i spojrzałem jej prosto w oczy. Nie krzyczałem. Nie drżałem.
„Właśnie podjęłaś najgorszą decyzję w swoim życiu”.
Zaśmiała się, pewna siebie i przekonana.