„Nie chcę prostego aresztowania, Miller” – powiedziałam, a mój głos przeszedł w niski, groźny pomruk. „Nie chcę, żeby ich po cichu eskortowano na tylne siedzenie radiowozu, żeby Marcus mógł zadzwonić do swojego drogiego obrońcy z tylnego siedzenia i wpłacić kaucję do południa. Chcę absolutnej, totalnej zagłady”.
Wyciągnęłam z torebki mały, cyfrowy tablet i położyłam go na stole.
„Chloe powiedziała mi, że Marcus o mało jej nie zabił, żeby zrobić miejsce dla swojej kochanki” – powiedziałem, przesuwając palcem po ekranie, żeby wyświetlić akta, które skompletowałem w szpitalnej poczekalni w ciągu ostatnich trzech godzin. „Przeprowadziłem weryfikację przeszłości kobiety, z którą Marcus widywał się przez ostatnie sześć miesięcy. Nazywa się Victoria Vance”.
Miller zmrużył oczy. „Vance? Czyli…”
„Jak Arthur Vance” – potwierdziłem, a na moich ustach pojawił się zimny, drapieżny uśmiech. „Prezes Vance Investment Group. Człowiek, którego dekadę temu przez trzy lata starałem się wsadzić do więzienia federalnego za prowadzenie ogromnej, wyrafinowanej operacji prania pieniędzy dla karteli, ale nigdy nie udało mi się znaleźć fizycznych serwerów, żeby to udowodnić”.
Miller opadła szczęka. „Więc to nie jest po prostu okropna sprawa o przemoc domową”.
„Nie” – stwierdziłem. „To przestępcza fuzja. Marcus próbował zamordować żonę, żeby utorować sobie drogę do poślubienia córki Vance’a, skutecznie wtapiając się w wielomilionowe przedsięwzięcie przestępcze. A mężczyzną, który dziś wieczorem je wielkanocną szynkę w domu Marcusa, jest sam Arthur Vance”.
Miller wpatrywał się we mnie, a powaga sytuacji powoli go przytłaczała.
„Nie chcę radiowozu, Miller” – powiedziałam, wpatrując się w niego wzrokiem, który nie zmusił mnie do żadnych negocjacji. „Chcę w pełni uzbrojonego oddziału SWAT. Chcę federalnego nakazu przeszukania całej posesji, w tym zajęcia całej elektroniki osobistej i firmowej, laptopów i dysków twardych. I chcę, żeby ich skuto kajdankami i wywleczono z tego domu na oczach ich szanownych, bogatych gości”.
„Eleanor, federalny nakaz w Niedzielę Wielkanocną…”
„Masz zdjęcia twarzy mojej córki” – przerwałam, a mój głos stał się stalowy. „Masz powiązanie ze znanym celem federalnym. Zadzwoń do sędziego. Spraw, żeby to się stało. Chcę, żeby krew Chloe została opłacona ich honorem, ich pieniędzmi i ich absolutną wolnością”.
Miller spojrzał na dziki, bezkompromisowy ogień w moich oczach. Powoli skinął głową. „Uważaj to za załatwione”.
Wyszłam ze szpitala godzinę później.