Rozejrzał się.
Potem powoli wyjął…
klucz.
To nie był klucz do drzwi.
To nie był klucz do samochodu.
To był klucz do…
mojego sejfu.
Uśmiechnął się do Camille.
„Wytrzymaj jeszcze chwilę… ta chwila się zbliża”.
Zerwałam się na równe nogi.
Poczułam, jak całe moje ciało robi się zimne.
Bo ten sejf…
miał tylko dwa klucze.
Jeden był ze mną.
A drugi…
z moją mamą.
CZĘŚĆ 2
Nie odsunęłam się od ekranu.
To było tak, jakby ktoś wylał mi na głowę wiadro lodowatej wody.
Moje palce drżały, gdy w kółko odtwarzałam sobie tę scenę: ten mężczyzna z kluczem do mojego sejfu… i ten spokojny, pewny siebie uśmiech, jakby wiedział, że nikt nie odważy się go powstrzymać.
Wziąłem głęboki oddech.
Nie mogłem wpaść do pokoju i zrobić awantury.
Nie mogłem krzyczeć.
Nie mogłem działać pod wpływem wściekłości.
Jeśli to, co podejrzewałem, było prawdą…
to nie było zwykłe okrucieństwo.