„WYNOŚ SIĘ!” – ryknął, dźwięk tak przepełniony cierpieniem, że uciszył brzęczące maszyny w pokoju. „Nie chcę widzieć twojej twarzy”.
Spędziłam następny tydzień mieszkając w motelu niedaleko szpitala. Sarah przynosiła mi wieści. Jake wracał do zdrowia. Michael zawsze był, ale nie chciał mnie widzieć.
Kiedy Jake został wypisany ze szpitala, nalegał, żebym zatrzymała się w ich domu w Chicago i pomogła przy Noah. Michael też tam był, mieszkając w pokoju gościnnym.
Znowu byliśmy pod jednym dachem, ale odległość między nami była teraz mierzona w latach świetlnych.
Pewnej nocy, nie mogąc zasnąć, wyszłam na balkon. Michael był tam, oparty o balustradę, wpatrując się w panoramę miasta.
„Michael” – powiedziałam cicho.
Nie odwrócił się. „Zarezerwowałem lot do Oregonu na przyszły tydzień”.
Serce mi stanęło. „Oregon? Dlaczego?”
„Kupiłem tam domek letniskowy lata temu” – powiedział spokojnie. „Zachowywałem to na emeryturę. Myślałem… może pewnego dnia tam pojedziemy i w końcu przestaniemy się nienawidzić”.
„Zabierz mnie ze sobą” – błagałem. „Proszę. Możemy zacząć od nowa. Koniec z kłamstwami”.
W końcu na mnie spojrzał. Jego oczy były suche, zmęczone i niewiarygodnie stare.
„Zacząć od nowa?” Pokręcił głową. „Susan, spójrz na nas. Zabiłem twoje nienarodzone dziecko, żeby ratować reputację, która i tak była kłamstwem. Pozwoliłaś mi wychowywać syna innego mężczyzny przez trzy dekady. Nie ma od tego początku. Fundamenty są zmurszałe”.
„A co z ostatnimi trzydziestoma latami?” – zapytałem, a łzy spływały mi po twarzy. „Czy nie mieliśmy chwil? Czy nie było miłości?”
„Była” – przyznał cicho. „I to jest w tym wszystkim tragedia. Miłość była prawdziwa, ale ludzie, którzy ją czuli, byli fałszywi”.
Zgasił papierosa o balustradę. „Wyjeżdżam we wtorek. Rozmawiałam z prawnikiem. Możesz zatrzymać dom. Zatrzymaj emeryturę. Nie chcę nic z tego.”
„Nie chcę pieniędzy. Chcę mojego męża.”