Spojrzała mi prosto w oczy. „Susan, jesteś absolutnie pewna, że nic z tego nie pamiętasz?”
Mój umysł był zamglony. Operacja? Łyżeczkowanie? To był zabieg aborcji. Chwyciłam się ostatniej deski ratunku. „Czy to mogła być pomyłka? Cień?”
„To nie pomyłka” – powiedziała stanowczo. „Radzę ci wrócić do domu i dobrze się zastanowić. Albo zapytać męża”.
Wyszłam ze szpitala oszołomiona. Myśl przebiła się przez mgłę mojego zamętu. W 2008 roku, tydzień po konfrontacji, popadłam w głęboką depresję. Pamiętałam, że brałam tabletki nasenne – za dużo. Pamiętałam ciemność. Pamiętałam, jak obudziłam się w szpitalnym łóżku z tępym bólem w podbrzuszu, który, jak powiedział mi Michael, był spowodowany płukaniem żołądka.
Zatrzymałam taksówkę, a serce waliło mi jak młotem o żebra.
Kiedy wpadłam do domu, Michael był w salonie i czytał „Wall Street Journal”. Spojrzał w górę, jego twarz była beznamiętna.
„Michael” – stanęłam przed nim, drżąc. „W 2008 roku… miałem operację?”
Blask odpłynął mu z twarzy tak szybko, że wyglądało to tak, jakby krew wyparowała. Gazeta wyślizgnęła mu się z palców, rozsypując się po podłodze.
„Co to była za operacja?” – krzyknęłam, histeria narastała mi w gardle. „Dlaczego nie pamiętam?”
Michael wstał, odwracając się do mnie plecami. Jego ramiona drżały.
„Naprawdę chcesz wiedzieć?” Jego głos był cichym warkotem.
„Powiedz mi!”
Odwrócił się, jego oczy były zaczerwienione i podrażnione, a maska w końcu pękła. „Tamtego roku… tej nocy, kiedy wzięłaś tabletki. Zawiozłam cię na ostry dyżur. Podczas gdy cię badali, robili badania laboratoryjne. Lekarz powiedział mi, że jesteś w ciąży”.
Sala się przechyliła. „W ciąży?”