„Minęły już trzy miesiące” – powiedział Michael, a jego głos zmienił się w gorzki śmiech.
„Policz sobie, Susan. Nie dotykaliśmy się od sześciu miesięcy”.
Dziecko należało do Ethana.
„Co się z nim stało?” wyszeptałam.
„Kazałem lekarzowi dokonać aborcji” – powiedział, a słowa wyrywały mu się z gardła niczym ostre kamienie. „Byłaś nieprzytomna. Podpisałem formularze zgody jako twój mąż. Kazałem im się tym zająć”.
„Ty… ty zabiłaś moje dziecko?”
„Dziecko?” ryknął Michael, podchodząc bliżej. „To był dowód! Co miałem zrobić? Pozwolić ci urodzić nieślubne dziecko w tym mieście? Powiedzieć Jake’owi, że jego matka nie tylko oszukuje, ale nosi w sobie dziecko innego mężczyzny?”
„Nie miałaś prawa!”
„Miałam pełne prawo! Uratowałam twoją reputację. Uratowałam tę rodzinę!”
„Nienawidzę cię” – szlochałam, osuwając się na dywan. „Nienawidzę cię”.
„Dobrze” – warknął. „Teraz wiesz, jak się czułem każdego dnia przez osiemnaście lat”.
Właśnie wtedy zadzwonił telefon na stoliku nocnym. Przebił się przez napięcie. Michael chwycił go.
„Halo?”