Kolana Michaela się ugięły. Chwycił się poręczy łóżka, żeby utrzymać się w pozycji pionowej.
„Nie chciałem cię skrzywdzić” – zapłakał Jake. „Bo jesteś moim tatą. Pod każdym względem, który ma znaczenie”.
Michael wydał z siebie dźwięk – pierwotny, zraniony, zwierzęcy odgłos – i wtulił twarz w materac.
„Kto?” Michael uniósł głowę, patrząc na mnie. „Kto tam?”
Myślami cofnęłam się w czasie, mijając Ethana, małżeństwo, wracając do chaotycznych, zamglonych dni przed ślubem. Byłam wierna. Zawsze byłam… z wyjątkiem…
Wieczoru panieńskiego.
Wspomnienie uderzyło mnie z siłą fizycznego ciosu.
Byłem pijany. Tak niewiarygodnie pijany. Wytoczyłem się z baru, a Mark Peterson – najlepszy przyjaciel Michaela, nasz drużba – zaproponował, że mnie odwiezie.
Mark, który tydzień później przeprowadził się do Europy i nigdy więcej się z nami nie odezwał.
Mark, o którym wiedziałem, że ma grupę krwi B, ponieważ nie mógł zostać dawcą dla Michaela po wypadku w warsztacie lata wcześniej.
„Mark” – wyszeptałem.
Michael powoli wstał. Uświadomił sobie – zdrada nie dotyczyła tylko mnie. Była całkowita. Jego najlepszego przyjaciela. Jego żony. Jego syna. Całe jego życie było konstrukcją zbudowaną na ściekach.
„Ty…” Michael wskazał na mnie drżącym palcem. „Dwadzieścia osiem lat. Wychowywałem jego syna. Kochałem jego syna.”
„Nie wiedziałem” – błagałem. „Byłem pijany. Myślałem, że zemdlałem.”
„Wynoś się.”
„Michael, proszę…”