Lekarz zmarszczył brwi, zerkając na swój notes. „0+? Jesteś pewien?”
„Tak” – odparł niecierpliwie Michael. „Mam to na prawie jazdy. Weź”.
„To… dziwne” – mruknął chirurg. „Pacjent ma grupę B-”.
Powietrze na korytarzu zdawało się zamarzać.
„To niemożliwe” – kontynuował lekarz, patrząc między nami. „Genetycznie, jeśli oboje rodzice biologiczni mają grupę krwi 0, mogą urodzić tylko dziecko z grupą krwi 0. Niemożliwe jest urodzenie dziecka z grupą krwi B”.
Spojrzałem na Michaela. Przestał oddychać.
„Czy jest pan pewien swojej grupy krwi?” – zapytał lekarz.
„Ja…” Głos Michaela był ledwie szeptem. „Tak”.
„Potrzebujemy dawcy grupy krwi B, natychmiast!” – krzyknęła pielęgniarka z progu.
„Jestem B-!” – krzyknęła Sarah. „Weź moją!”
„Chodź ze mną, szybko”.
Sarah pobiegła, zostawiając Noaha ze mną. Ściskałem wnuka, całe moje ciało było zdrętwiałe. Michael stał jak sparaliżowany na korytarzu, wpatrując się w zamknięte drzwi sali operacyjnej, jakby próbował przejrzeć stal.
„Michael” – sięgnąłem po jego ramię.