Podzielił się ostatnim kawałkiem chleba z głodnym nieznajomym, a gdy
Przed moimi starymi drewnianymi drzwiami, skulony w lodowatym błocie i śniegu, mały, odmrożony chłopiec dygotał w całkowicie podartej letniej koszulce. Jego maleńkie usta były już całkowicie sine od mrozu, a ciało wiło się w ostatnich chwilach walki o przetrwanie. To był Kenan, dziecko z sąsiedniej wioski, które uciekło w noc przed pijanym i agresywnym ojcem, szukając ratunku. Moje serce natychmiast ścisnęło się straszliwie w piersi, rozwiewając wszelkie obawy o własny głód i śmiertelne bałkańskie zimno.
Bez chwili namysłu zdjąłem mój gruby, ciężki zimowy płaszcz z grubej wełny i ciasno owinąłem nim jego drobne ciało. Zaprowadziłem go do mojego ciemnego pokoju, dorzuciłem ostatnie drewno na piec i włożyłem skórkę suchego chleba w jego zmarznięte, sine dłonie. Patrzyłem, jak łapczywie zjada ten twardy, czerstwy kawałek, a gorzkie, dziecinne łzy spływały po jego brudnych i lodowatych policzkach. Kiedy trochę się rozgrzał, dałem mu wszystkie moje skromne, miesięczne oszczędności, żeby kupił bilet autobusowy i uciekł do dalekich krewnych w mieście.