Podzielił się ostatnim kawałkiem chleba z głodnym nieznajomym, a gdy
Kenan spojrzał na mnie swoimi wielkimi, smutnymi oczami, żegnając się i w milczeniu przysięgając, że nigdy w życiu nie zapomni tego aktu dobroci. Wyszedł w mroźną noc, a ja zostałem zupełnie sam, bez płaszcza, bez obiadu i bez ani jednego dinara w kieszeni. W kolejnych miesiącach przetrwałem najdotkliwszy głód i zapalenie płuc, harując na mrozie w cienkim swetrze, aby zarobić na skromne przeżycie. Nigdy jednak nie żałowałem tego czynu, głęboko wierząc, że tylko dobre i szczere uczynki są pamiętane przed Bogiem i ludźmi.
Dekady mijały nieubłaganie, moje wycieńczone, umęczone ciało traciło siły, a ja powoli stawałem się schorowanym, zapomnianym staruszkiem. Praca całkowicie się skończyła, plecy nie mogły już udźwignąć ciężaru worków, a długi na podstawowe potrzeby piętrzyły się w straszliwym tempie. Zmuszony byłem pożyczać pieniądze od okrutnych wiejskich lichwiarzy, żeby nie umrzeć z głodu, podpisując jakieś lichwiarskie papiery, których nawet nie rozumiałem. Mój jedyny majątek, ten rozpadający się dom z suszonej cegły, stał się jedyną gwarancją spłaty mojego rozpaczliwego, nękanego ubóstwem długu, który stale rósł.