Król zadrżał.
Z wściekłości.
Albo ze wstydu.
Nikt nie wiedział.
„Jesteś moja” – wyrzucił z siebie.
„Nie”.
Odpowiedź padła natychmiast.
Bez strachu.
„Dziecko nie należy do kogoś, kto pozwolił mu umrzeć”.
Cisza stała się ciężka.
Nie do zniesienia.
A potem…
ruch.
Królowa zrobiła krok naprzód.
Drżąc.
Każdy krok zdawał się kosztować ją duszę.
Zatrzymała się kilka kroków od niego.
Nie śmiała na niego spojrzeć.
„Czy to… prawda?”
Jej głos się załamał.
„Czy to ty…?”
Młody mężczyzna patrzył na nią.
Przez długi czas.
Bez gniewu.
Bez nienawiści.
Tylko… głęboki smutek.
„Puściłeś mnie.”
Upadła.
Na kolana.
Przed wszystkimi.
„Bałam się…”
Jego ręce drżały.
„Myślałem… Myślałem, że nie mam wyboru…”
„Zawsze mamy wybór.”
Jego słowa nie były ostre.
Ale raniły głębiej niż jakakolwiek broń.
Król obserwował tę scenę.
Jego pewność… zaczynała się kruszyć.