Funkcjonariusze wypełnili jej pokój. Pytania padały szybko, nakładały się na siebie, przenikliwe.
Zabrali torbę.
Ubrania.
Naszyjnik.
Wbijali się głębiej w materac… i znajdowali więcej.
Nie tylko jedna torba.
Kilka.
Każda zapieczętowana.
Każda z nich wydzielała ten sam nieznośny zapach.
Kiedy samolot Miguela wylądował tej nocy… policja już na niego czekała.
Nie było jej tam, kiedy go aresztowali.
To nie mogła być ona.
Zamiast tego siedziała sama w salonie, owinięta kocem, wpatrując się w przestrzeń.
Po kilku godzinach wrócił detektyw.
Jej twarz mówiła wszystko, zanim jeszcze się odezwała.
„Potwierdziliśmy, że te rzeczy należą do Camili”.
Poczuła ucisk w piersi.
„To nie wszystko” – dodała cicho.