Nie tylko pleśń.
W materacu leżała duża plastikowa torba, szczelnie zamknięta, z ciemnymi plamami pleśni na powierzchni.
Przez chwilę nie mogłem się ruszyć.
Wpatrywałem się.
Dreszcz przebiegł mi po plecach.
Bo cokolwiek Miguel tam ukrył… zrobił to ostrożnie.
Umyślnie.
Jakby nigdy nie chciał, żeby to zostało znalezione.
Drżącymi rękami sięgnąłem do środka i wyciągnąłem
wyjęłam torbę.
I w chwili, gdy ją otworzyłam…
Nogi mi zmiękły.
Bo to, co było w tym materacu, nie było po prostu okropne.
To był dowód prawdy, do której bałam się przyznać przez o wiele za długi czas.
Jej palce drżały tak bardzo, że ledwo mogła chwycić krawędź plastiku.
Przez sekundę… prawie go nie otworzyła.