Wtedy wykonałem pierwsze cięcie.
W chwili, gdy materiał pękł, zapach eksplodował.
Natychmiast się zakrztusiłem.
Cofając się, zakryłem nos i zakaszlałem tak mocno, że oczy napełniły mi się łzami.
Było gorzej, niż sobie wyobrażałem.
Nie tylko złe.
Nie tylko obrzydliwe.
Nie do zniesienia.
Smród czegoś zbyt długo zamkniętego.
Czegoś wilgotnego.
Czegoś zgniłego.
Czegoś, co nigdy nie powinno być ukryte tam, gdzie spałem każdej nocy.
Dłonie mi drżały, gdy wciskałem się bliżej.
Wcinałem się głębiej.
Pianka zaczęła się oddzielać.
I wtedy to zobaczyłem.
Nie martwe zwierzę.
Nie stare jedzenie.