Stałam tam, gapiąc się na niego.
Przez osiem lat nigdy nie widziałam, żeby tak zareagował na coś tak zwyczajnego.
I w tej chwili poczułam dreszcz i bezruch.
Bo ludzie nie wpadają w taką panikę… chyba że mają coś do ukrycia.
Po tym nie mogłam przestać zauważać różnych rzeczy.
Tego, jak szybko ignorował każdą wzmiankę o zapachu.
Jak bardzo się napinał, gdy za bardzo zbliżałam się do jego strony materaca.
Jak leżał tam w nocy, udając, że wszystko jest w porządku, podczas gdy ja leżałam sztywna obok niego, oddychając przez usta i zastanawiając się, co tak naprawdę towarzyszyło mi w zaśnięciu.
A potem nadeszła noc, której nie mogłam już znieść.
Zapach wydawał się żywy.
Leżałam w ciemności, z szeroko otwartymi oczami, bijącym sercem, przekonana, że coś pod nami gnije. Poczułam ucisk w piersi. Dreszcz przerażenia przebiegł mi po kręgosłupie.
To już nie był tylko zapach.
To było uczucie.
Że coś w moim życiu poszło strasznie nie tak… a ja bałam się z tym zmierzyć.
Następnego ranka Miguel powiedział mi, że jedzie do Dallas na trzy dni.