„Od sześćdziesięciu sekund” – kontynuował bezlitośnie Caleb – „wasze konta bankowe są zamrożone. Wasz majątek został zajęty. Nazwisko Sterling zostało wam prawnie odebrane, a w oczach prawa jesteście NN. Chciałaś dla mnie bogatej żony, mamo? Powinnaś była martwić się o syna, który jednym szeptem mógłby zniszczyć cały twój świat”.
Dwóch krępych policjantów wystąpiło naprzód i brutalnie chwyciło Eleanor za ramiona. Krzyczała, wierzgając dziko w kostiumie Chanel, domagając się prawników, domagając się szacunku, ale miliarderzy na korytarzu po prostu odwrócili się do niej plecami.
Gdy zimna stal kajdanek głośno zatrzasnęła się na nadgarstkach Eleanor, ciężkie drzwi sali operacyjnej otworzyły się z hukiem.
Wybiegł chirurg, jego fartuch przesiąknięty moją krwią, twarz blada pod maską. Rozejrzał się po onieśmielającym tłumie, wpatrując się w mojego męża.
„Panie Sterling!” Lekarz krzyknął, a jego głos załamał się z paniki. „Dziecko umiera! Jej tętno spada! Potrzebujemy twojej natychmiastowej zgody na zabieg torakochirurgiczny wysokiego ryzyka, bo stracimy ich oboje!”
Odrodzenie Sterlinga
Następne kilka dni było mgłą morfinowych snów i rytmicznych, uspokajających sygnałów z kardiomonitorów. Kiedy w końcu odzyskałem pełną świadomość, ostre jarzeniowe światła sali operacyjnej zostały zastąpione miękkim, ciepłym, złotym światłem słońca prywatnej sali pooperacyjnej. W powietrzu unosił się delikatny zapach lawendy i sterylnej bawełny.
Mrugnąłem, otwierając ciężkie powieki. W skórzanym fotelu przysuniętym do samego brzegu mojego łóżka siedział Caleb. Przerażający, dopasowany czarny garnitur…
Zniknął, zastąpiony miękką koszulą henley. W zgięciu jego ramienia, owinięty w nieskazitelnie biały pieluszek, leżał maleńki, śpiący tobołek.
Wydałam z siebie szorstki, suchy szloch.