Skinęłam głową, patrząc, jak wychodzi. W chwili, gdy tylko drzwi wejściowe zamknęły się z trzaskiem, temperatura w pokoju zdawała się spadać o dziesięć stopni. Odwróciłam się, by wyjść z jadalni, rozpaczliwie szukając schronienia w naszej sypialni.
Docierając do drzwi, obejrzałam się. Eleanor stała, jej wypielęgnowane dłonie ściskały krawędź mahoniowego stołu. Jej oczy były zmrużone, wpatrzone w drzwi, z których właśnie wyszedł Caleb, lśniące mroczną, drapieżną kalkulacją, która sprawiła, że włosy na karku stanęły mi dęba.
„Ta farsa kończy się dzisiaj” – wyszeptała do pustego pokoju.
Powaga Złośliwości
Cisza domu uciskała moje bębenki, gdy później tego popołudnia ostrożnie pokonywałam rozległe, szerokie schody. Miałam sucho w gardle i szłam do kuchni po lodowatą wodę. Marmurowe stopnie były szerokie i śliskie, a ja trzymałam się kurczowo wypolerowanej mahoniowej poręczy. Moje dziecko niespokojnie wierzgało, kopiąc mnie mocno w żebra.
Jeszcze tylko kilka dni, powtarzałam sobie, robiąc jeden bolesny krok po drugim. Jeszcze tylko kilka dni i będzie tutaj, i będziemy mogli opuścić to okropne miejsce.