Uklękła obok mnie, zapach Chanel był mdły i intensywny. Ale nie wyciągnęła ręki, żeby pomóc. Nie sprawdziła mojego pulsu. Przysunęła się bliżej, jej twarz znajdowała się kilka centymetrów od mojej, a jej zimny oddech owiał mi ucho.
„Mówiłam ci, że chodziłaś za głośno” – syknęła Eleanor, a w jej oczach nie było śladu ludzkiej empatii. „Teraz w końcu przestałaś”.
Próbowałam przemówić, błagać o pomoc, ale z moich ust wydobył się tylko wilgotny, miedziany bąbel krwi.
„Słuchaj uważnie, dziewczyno” – wyszeptała, a jej głos brzmiał jadowitym, chrapliwym głosem. „Stracisz dziecko albo życie; mój syn potrzebuje bogatej żony, żeby ocalić to dziedzictwo, a nie hodowczyni z przedmieść. Jeśli upadek nie załatwił sprawy, dopilnuję, żeby chirurdzy dokończyli robotę”.
Oczy zaczęły mi się wywracać. Przez ciemniejący tunel widzenia obserwowałam, jak wstaje. Spokojnie wyciągnęła telefon z kieszeni i wybrała numer alarmowy 911. Gdy połączenie zostało nawiązane, jej twarz wykrzywiła się w groteskową maskę teatralnego żalu, a jej głos stał się bezbłędną imitacją histerycznej, przerażonej przyszłej babci.
„Ratunku! Proszę, moja synowa! Spadła ze schodów!”
Odległe wycie syren wtopiło się w ryk w moich uszach. Gdy ratownicy medyczni w końcu wdarli się przez ciężkie dębowe drzwi i zaczęli gorączkowo układać moje połamane ciało na noszach, a moja świadomość była spętana nicią, Eleanor pochyliła się nade mną po raz ostatni, odgarniając mi z twarzy kosmyk spoconych włosów, ku uciesze ratowników medycznych.
Pod maską kojącego szeptu wypowiedziała ostatnie zdanie: „Nie zawracaj sobie głowy wstawaniem”.
Korytarz Gigantów
Dowiedziałam się później, składając w całość fragmentaryczne koszmary mojej nagłej operacji i ciche, przerażone zeznania personelu szpitalnego, co dokładnie wydarzyło się, gdy rozcinano mnie, by uratować moje umierające dziecko.