Nie odezwał się do niej. Wyciągnął rękę, podając matowoczarną, tytanową kartę Komendantowi Policji.
„Na ukrytym, zaszyfrowanym serwerze w chmurze osiedlowej znajduje się cyfrowe nagranie” – powiedział Caleb. Jego głos nie był już delikatnym szeptem; stał się niskim, wibrującym pomrukiem, który rozbrzmiewał w całym korytarzu. „Dźwięk i obraz w wysokiej rozdzielczości. Od momentu, gdy weszła na podest drugiego piętra, do momentu, gdy szepnęła do ucha mojej krwawiącej żony, że mój syn jest pasożytem”.
Eleanor zakrztusiła się, a jej twarz odpłynęła.
„Próbowała zabić mojego dziedzica” – stwierdził Caleb, a słowa upadły niczym kowadła na podłogę. „Załatw to”.
Komendant Policji drżącymi rękami wziął czarną, tytanową kartę, traktując ją jak świętą relikwię. Przełknął ślinę. „Zrozumiałem, Panie Przewodniczący. Natychmiastowe aresztowanie. Bez kaucji. Areszt federalny, izolatka do czasu rozprawy”.
Arogancki uśmiech Eleanor rozprysł się na kawałki niczym tanie, kruche szkło.
„Przewodniczący?” krzyknęła, a rzeczywistość w końcu przebiła się przez jej urojenia. Rzuciła się naprzód, a jej głos brzmiał histerycznie. „Caleb, o czym ty mówisz? Jestem matriarchą! To ja jestem właścicielką tej rodziny! Bez mojego funduszu powierniczego jesteś niczym!”
Caleb zrobił krok w jej stronę, wdzierając się w jej przestrzeń i patrząc na nią z przerażającej wysokości.
„Masz stypendium” – powiedział Caleb, a jego głos zniżył się do śmiertelnego szeptu, który tylko ona mogła usłyszeć. „Comiesięczne świadczenie, które dawałem ci za pośrednictwem fikcyjnej spółki, bo czułem resztki litości dla pamięci mojego zmarłego ojca. Jestem większościowym udziałowcem. Jestem milczącym architektem. Jestem Sterling Global”.
Eleanor zatoczyła się do tyłu, chwytając się za gardło, jakby dusiła się samym powietrzem.