Ojciec też to rozumiał.
I to go przerażało.
Pewnego wieczoru w marcu 1856 roku zawołał mnie do swojego gabinetu.
„Oddaję cię Josiahowi” — powiedział.
Zaśmiałem się.
Nie dlatego, że to było śmieszne.
Ponieważ było to niemożliwe.
„Kowal” — wyjaśnił.
W pokoju zapadła cisza.
„Ojcze… Josiah jest niewolnikiem”.
„Tak” — powiedział. „Dokładnie wiem, co robię”.
Myślałem, że stracił rozum.
Nie wiedziałem jednak, że miałem spotkać człowieka, który zmieni wszystko, co myślałem, że rozumiem o sile… i wartości.
Nazywali go „brutalem”. Miał
siedem stóp wzrostu, jeśli miał cal.
Sto funtów mięśni wykutych w żelazie.