„Która sztuka jest twoją ulubioną?”
„Burza” – powiedział bez wahania. „Prospero nazywa Kalibana potworem… ale Kaliban był zniewolony na własnej wyspie. Aż człowiek się zastanawia, kto jest prawdziwym potworem”.
I tak po prostu, brutal zniknął.
Na jego miejscu pojawił się człowiek, który potrafił dyskutować o Szekspirze z większą wnikliwością niż połowa mężczyzn, którzy mnie odrzucili.
Rozmawialiśmy przez dwie godziny.
O Ariel i wolności.
O uwięzieniu w ciałach i systemach, które definiowały cię, zanim sam zdążyłeś się zdefiniować.
Kiedy w końcu powiedział: „Każdy, kto nie widzi dalej niż wózek inwalidzki, jest głupcem”, coś we mnie pękło.
Po raz pierwszy od czternastu lat poczułem się zauważony.
Nie żałowany.
Nie tolerowany.
Zauważony.
Układ zaczął się w kwietniu.
Nie legalne małżeństwo – to byłoby niemożliwe – ale ojciec uznał Josiaha za odpowiedzialnego za moją opiekę.
Przeprowadził się do pokoju sąsiadującego z moim.