Kochał mnie, kiedy już stałam na własnych nogach.
I może dlatego potrafiłam kochać go bez strachu.
Pewnego dnia Étienne pojawił się ponownie.
Wszedł do mojego paryskiego sklepu pewnego deszczowego popołudnia.
Schudł.
Jego oczy wydawały się zmęczone.
Jego dawna pewność siebie zmieniła się w zmęczenie.
Poprosił mnie o pięć minut.
Powiedział, że musi zamknąć pewien rozdział.
Że za mną tęskni.
Że jestem miłością jego życia.
Że wszystko zrujnował.
Że od czasu, gdy się poznaliśmy, nic nie smakowało tak samo.
Słuchałam go bez emocji.
Kiedy skończył, spojrzałam na niego spokojnie.
„Nie straciłeś miłości swojego życia, Étienne. Straciłeś jedyną osobę, która kochała cię lojalnie. I to nie daje ci prawa do powrotu”.
Próbował się uśmiechnąć, jakby wciąż mógł coś we mnie poruszyć.
Nie mógł niczego poruszyć.
Poprosiłam go, żeby odszedł.
I odszedł.