Jak drzwi zamykające się w oddali.
Nie chciałam go słuchać.
Powtarzałam sobie, że jest zmęczony.
Po zakończeniu przyjęcia poszliśmy na górę do apartamentu dla nowożeńców, wspaniałego pokoju ze starymi belkami, haftowaną pościelą, zapachowymi świecami i białymi kwiatami na łóżku.
Serce waliło mi jak młotem.
Cicho zamknęłam drzwi, jakbym chciała osłonić tę chwilę przed resztą świata.
Podeszłam do Étienne’a, czekając na gest, pocałunek, czułe słowo.
Ale położył zegarek na stoliku nocnym, poluzował krawat i westchnął zirytowany.
„Jestem wyczerpany” – powiedział, nie patrząc na mnie.
Na początku myślałam, że żartuje.
Uśmiechnęłam się lekko, czekając, aż się do mnie odwróci.
Nie odwrócił się.
Zdjął buty, wziął poduszkę i podszedł do małego szezlonga w kącie pokoju, tego, który został tam zostawiony na przygotowania, a nie na noc poślubną.
„Étienne…” – wyszeptałam zmieszana.
„Zapewniam cię, Claire, że nie…”
Nie mogę. Jestem śmiertelnie zmęczona. Dobranoc.
Potem zgasił lampę.
Tak po prostu.