Stałam przed drzwiami, nieruchoma, zimna, wyprostowana, niczym posąg z ruin.
Po długich minutach klamka się przekręciła.
Étienne wyszedł pierwszy, z koszulą zapiętą byle jak, z twarzą wykrzywioną paniką.
Kiedy mnie zobaczył, zamarł.
Za nim pojawiła się Marion, rozczochrana, z rozmazanym makijażem, z butami na obcasie w dłoni.
Kiedy jej oczy spotkały się ze mną, zobaczyłam coś więcej niż tylko wstyd.
Zobaczyłam strach.
„Claire…” – mruknął Étienne.
CZĘŚĆ 2
„Nie wymawiaj mojego imienia” – powiedziałam.
Mój głos brzmiał obco.
Oschle.
Pusto.
Żadne z nich nie miało odwagi podejść.
Spojrzałam na nich, jednego po drugim.
Mężczyzna, który właśnie mnie poślubił.
Kobieta, która trzymała mój welon kilka godzin wcześniej.
„Od kiedy?” – zapytałam.
Étienne otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
Marion zaczęła płakać.
„Ja… Nie chciałam, żeby to się stało…”
Wyrwał mi się suchy śmiech.