Odpowiedziałam na ósmą.
Nie z przebaczeniem. Jeszcze nie.
Jednym zdaniem:
„Stań się znów kimś wartym poznania”.
Ja otworzyłam jeszcze dwa hotele w tym samym roku.
Pierwszego wiosennego poranka odwiedziłam farmę mojego ojca w zabłoconych butach pod lnianą sukienką. Sad pachniał deszczem i kwiatami brzoskwini.
Ojciec podał mi koszyk i uśmiechnął się delikatnie.
„Wszystko w porządku, mała dziewczynko?”
Spojrzałam na wschód słońca, rozsiewający złoto po polach, których nigdy wcześniej się nie wstydziłam.
Po raz pierwszy od lat moje serce wypełnił spokój.
„Tak”, powiedziałam.
I tym razem naprawdę tak myślałam.