Dałem im willę, prywatne szkoły, eleganckie ubrania, wakacje, zabawki – wszystko, co można kupić za pieniądze.
A podczas gdy ja podpisywałem umowy za granicą, ich serca pękały w ich własnych domach.
O trzeciej nad ranem zadzwoniłem do mojego osobistego prawnika.
„Panie Arnaud, chcę oficjalnie zerwać zaręczyny z Camille Valmont. Do jutra proszę przygotować wszystkie dokumenty. Chcę też złożyć skargę”.
Przez chwilę milczał.
— Z jakiego powodu?
Spojrzałem na ekran, na którym Elise szorowała podłogę, płacząc.
— Przemoc wobec dzieci. Przemoc psychiczna. Pozbawienie posiłków. Wykorzystywanie dzieci w domu. Wszystko, na co pozwala prawo.
Mój głos już nie drżał.
Było zimno.
Ostatecznie.
Następnego ranka Camille próbowała wrócić do willi.
Miała na sobie duże ciemne okulary, chustę zawiązaną wokół włosów, a jej gniew ledwo skrywał się pod drogimi perfumami.
Ochroniarze zatrzymali ją przy bramie.
Dzwoniła do mnie dwadzieścia siedem razy.