„Przejdę się trochę, żeby przewietrzyć głowę” – usłyszałem.
„Jak sobie chcesz, braciszku” – zawołał Dominic. „Nie miej koszmarów!”
Limuzyna ruszyła. Mason stał sam na chodniku. Zapalił papierosa, a ręka trzęsła mu się tak bardzo, że dwa razy upuścił zapalniczkę. Ruszył Czwartą Ulicą, kierując się w stronę spokojniejszej części miasta.
Idealnie.
Wyszedłem z cienia, idąc cichym, kołyszącym krokiem, który nie wydawał żadnego dźwięku na chodniku. Zmniejszyłem dystans. Pięćdziesiąt jardów. Trzydzieści. Dziesięć.
Zatrzymał się na rogu, czekając na zmianę świateł. Nie było żadnych samochodów. Tylko on i duchy, które próbował przepędzić. Stanąłem tuż za nim. Czułem zapach szkockiej sączącej się z porów jego skóry. Przysunęłam się bliżej, moje usta niemal dotykały jego ucha.
„Trzydzieści jeden” – wyszeptałam.
Mason zamarł. Zesztywniał jak posąg. Papieros wypadł mu z palców. Powoli obrócił głowę, szeroko otwierając oczy, przekrwione, pełne pierwotnego przerażenia. Rozpoznał mnie natychmiast.
„Hunter” – wyjąkał. „Ja… ja nie…”
Złapałam go za nadgarstek. Nie ścisnęłam mocno – tylko na tyle, żeby trafić w punkt nacisku. Skręciłam. Sapnął, opadając na jedno kolano.
„Musimy porozmawiać o twojej siostrze” – powiedziałam cicho. „I powiesz mi wszystko, albo zacznę liczyć”.
Wciągnęłam go w mrok zaułka. Polowanie oficjalnie się rozpoczęło.
Przycisnęłam go do ceglanej ściany. „Proszę” – jęknął Mason. „Hunter, nie rozumiesz. Musiałam. On mnie stworzył”.
„Kto cię stworzył? Twój ojciec?”
„Tak! Victor. Jeśli ja
Gdyby nie trzymał jej za nogi, zrobiłby mi to samo!”
Spojrzałem na niego. Miał dwadzieścia dwa lata i zegarek, który kosztował więcej niż moja ciężarówka. Nigdy w życiu nie przepracował ani jednego dnia, nigdy o nic nie walczył. I uważał, że strach jest usprawiedliwieniem dla potworności.
„Trzymałeś ją za nogi” – powtórzyłem. „Czułeś, jak walczy. Słyszałeś, jak cię błaga. »Mason, pomóż mi«. Tak powiedziała, prawda?”
Mason wzdrygnął się. „Ja… Próbowałem odwrócić wzrok.”
„To nie ma znaczenia. Byłeś częścią równania.”
Związałem mu ręce przed oczami. „Gdzie jest magazyn?”
„Jaki magazyn?” Udawał głupiego. Odruch.
Wyjąłem młotek z szlufki od paska. Nie uniosłem go. Po prostu pozwoliłem, by ciężki, stalowy rewolwer spoczął na mojej dłoni. Oczy Masona wbiły się w niego. Wiedział dokładnie, co ten młot oznacza.