„Magazyn 4!” – wyrzucił z siebie. – W dokach, w Terminalu Południowym. Tam jest przesyłka.
– Co jest w przesyłce?
– Broń. Modyfikowane karabiny AR, nadwyżki wojskowe. We wtorek wysyłają je do kupca w Sudanie.
– A reszta?
– Pojechali do apartamentu Dominica. Kontynuują imprezę.
Zdobyto informacje. Zaciągnąłem go do ciężarówki i zawiozłem dwadzieścia mil za miasto, do znanego mi opuszczonego silosu zbożowego. Był odizolowany, dźwiękoszczelny i przerażający nocą. Przywiązałem go opaskami zaciskowymi do belki nośnej.
– Zostawiasz mnie tu? – krzyknął. – Zamarznę!
– Jest pięćdziesiąt stopni – powiedziałem. – Będzie ci niewygodnie, ale przeżyjesz. Tessa może nie. Więc siedź tu i módl się, żeby się obudziła. Bo jeśli umrze, wrócę. I następnym razem nie przyniosę wody.
Zostawiłam go krzyczącego w ciemności.
—————–
Wróciłam do miasta, ale zanim zdążyłam ruszyć w stronę magazynu, mój telefon zawibrował. To była wiadomość od nieznanego numeru.
Wiem, co robisz. Mogę pomóc. Ale musisz poznać prawdę o Tessie.
Wpatrywałam się w ekran. Odpowiedź: Kto to jest?
Odpowiedź: Ktoś, kto nienawidzi Victora tak samo jak ty. Spotkajmy się w barze przy Route 9. Sam na sam.
To była pułapka. Musiała być. Ale mój instynkt podpowiadał mi coś innego. Zawróciłam ciężarówkę.
Bar był tłustą knajpką z migoczącym neonem. O 4:00 siedziała w tylnej loży kobieta w trenczu i okularach przeciwsłonecznych. Była starsza, może pięćdziesiąt lat.
„Mam na imię Eleanor” – powiedziała, kiedy usiadłam. „Przez dwadzieścia lat byłam osobistą asystentką Victora. Zwolnił mnie w zeszłym tygodniu, bo odmówiłam zniszczenia akt Tessy”.
„Dlaczego to zrobili, Eleanor?” zapytałam. „Pieniądze nie są wystarczającym powodem, żeby uderzyć w trzydzieści jeden młotków”.
Eleanor przesunęła po stole szarą kopertę. „Otwórz ją”.
W środku znajdował się raport medyczny. Z datą sprzed dwóch tygodni.
Pacjentka: Tessa Hunter. Stan: W ciąży.
Serce mi stanęło. Świat stanął na głowie.
„W ciąży?”
„Jeszcze ci nie powiedziała”, wyszeptała Eleanor. „Chciała ci zrobić niespodziankę, kiedy wrócisz do domu. Tego wieczoru poszła do Victora, żeby powiedzieć mu, że opuszcza rodzinę na dobre. Powiedziała mu: »Moje dziecko nie będzie dorastać w otoczeniu takiego potwora jak ty«”.
Wpatrywałam się w kartkę. Dziecko. Mieliśmy dziecko.