CZĘŚĆ 6
Następnego ranka skandal wybuchł już w całych Stanach Zjednoczonych.
Twarze Daniela Harringtona, Margaret Harrington, Vanessy Cole i senatora Cole’a były wszędzie – w kanałach informacyjnych, publikacjach finansowych, mediach społecznościowych, na pierwszych stronach gazet. Śledztwo ujawniło potężną siatkę korupcyjną, obejmującą ponad dwa miliardy dolarów defraudacji funduszy publicznych i nielegalnych procederów finansowych. Wyższe sfery, jak to zwykle bywa, odwróciły się od nich z dnia na dzień. Ich aktywa zostały zamrożone, nieruchomości skonfiskowane, a reputacja sprowadzona do hańbiących nagłówków.
Margaret Harrington, niezdolna do przetrwania bez luksusu i kontroli, wkrótce po zatrzymaniu przeżyła poważne załamanie psychiczne. Została przeniesiona z aresztu federalnego na oddział psychiatryczny w ramach więziennego systemu medycznego. Daniel i senator Cole próbowali wynegocjować niższe wyroki, zwracając się przeciwko sobie, każdy z nich próbując zapewnić sobie przetrwanie w desperackim i upokarzającym geście zdrady. Ostatecznie oboje zostali skazani na ponad dwadzieścia lat więzienia federalnego.
Tymczasem Harrington Global zaczął się odradzać. Rynek zareagował z ogromnym optymizmem na nagłą czystkę korporacyjną i nowe kierownictwo Phoenix Capital. W ciągu kilku tygodni wycena firmy ustabilizowała się, a zaufanie powróciło. Inwestorzy, którzy kiedyś uciekli, zaczęli wracać. Imperium, które zbudował Victor Harrington, nie gniło już od środka – było odbudowywane.
Tydzień po aresztowaniach odwiedziłem grób Victora na cichym cmentarzu w Beverly Hills. Niebo było czyste, poranne światło łagodne i ciepłe – stanowiło jaskrawy kontrast z burzliwą nocą, która wszystko zmieniła. Szedłem powoli przez zadbany trawnik, trzymając bukiet białych storczyków, jego ulubionych kwiatów. Kiedy dotarłem do czarnego marmurowego nagrobka, ukląkłem na chwilę w milczeniu, zanim się odezwałem.
„Stało się, Victorze” – powiedziałem cicho. „Firma jest bezpieczna. Pasożyty zniknęły. To, co zbudowałeś – uczciwość, praca, dziedzictwo – wciąż żyje. Dziękuję… za to, że wierzyłeś we mnie, kiedy ja sam w siebie nie wierzyłem”.