CZĘŚĆ 3
Osiemnaście miesięcy później.
Wyższe sfery w Los Angeles są jak zbiornik pełen rekinów – jeśli krwawisz, pożerają cię; jeśli pokazujesz zęby, kłaniają się. Śmierć Victora Harringtona, osiem miesięcy temu, była nagłówkiem gazet w całym kraju. Zmarł w odosobnionym ośrodku medycznym w Alpach Szwajcarskich, daleko od imperium, które zbudował, a rodzina zorganizowała prywatny pogrzeb wypełniony wyreżyserowanym żalem i pustymi kondolencjami. Niemal natychmiast po jego śmierci Daniel objął stanowisko dyrektora generalnego Harrington Global. Niedługo potem poślubił Vanessę w ślubie, który kosztował prawie dziesięć milionów dolarów – opłaconym pieniędzmi, które nigdy nie miały być ich własnością.
Nie wiedzieli, że w cieniu stałem się kimś, kogo nigdy by się nie spodziewali.
Przez ostatnie osiemnaście miesięcy z nieustającym skupieniem studiowałem globalne rynki finansowe. Pod kierownictwem Henry’ego Lawsona – i dzięki wsparciu ogromnego funduszu zagranicznego, który Victor potajemnie ulokował na moje nazwisko – zbudowałem Phoenix Capital , prywatną firmę akwizycyjną specjalizującą się we wrogich przejęciach. Wymazałem wersję siebie, którą kiedyś znali. Długie brązowe włosy, za które Daniel chwytał się w chwilach złości, zniknęły, zastąpione ostrym platynowym bobem. Przerażoną kobietę w koszuli nocnej zastąpił ktoś, kto nosił szyte na miarę garnitury od Armaniego i nigdy nie spuszczał wzroku.
Tymczasem Harrington Global zaczął pękać od wewnątrz. Arogancja Daniela doprowadziła do lekkomyślnych inwestycji, które uszczuplały rezerwy firmy. Aby zachować pozory – i zaspokoić niekończący się apetyt Vanessy na luksus – on i senator Cole rozszerzyli działalność związaną z praniem brudnych pieniędzy. W ciągu roku akcje Harrington Global spadły o prawie czterdzieści procent.
Wtedy Phoenix Capital zaczął działać. Cicho. Cierpliwie. Zaczęliśmy nabywać rozwodnione akcje na otwartym rynku i skupować długi od wierzycieli, którzy stracili zaufanie do nazwiska Harrington. Kawałek po kawałku, nić po nitce, oplataliśmy imperium, które, jak im się wydawało, kontrolowali.
Już byli bankrutami.
Po prostu jeszcze o tym nie wiedzieli.
A lina, na której polegali,
było już w moich rękach.