CZĘŚĆ 4
W rezydencji Harringtonów w Beverly Hills atmosfera stała się toksyczna.
Dzięki moim źródłom – pracownikom, których pensje po cichu podwoiłem w zamian za lojalność – wiedziałem o wszystkim, co działo się za tymi murami. Margaret Harrington i Vanessa toczyły nieustanną wojnę. Vanessa, rozpieszczona i bezwzględna, odmawiała wykonywania poleceń teściowej. Daniel, słaby jak zawsze, uciekł w alkohol, unikając rzeczywistości, że Harrington Global stoi na krawędzi upadku i rozpaczliwie potrzebuje zastrzyku kapitału w wysokości pięciuset milionów dolarów, aby przetrwać.
W jednym z raportów opisano gwałtowną kłótnię, która rozbrzmiała echem po korytarzach rezydencji. Vanessa rzuciła kryształową szklanką o ścianę, rozbijając ją na kawałki, krzycząc na Daniela. Jej głos, ostry od paniki, oskarżył go o niekompetencję. Ostrzegła go, że jej ojciec już słyszał plotki o federalnym śledztwie dotyczącym ich zagranicznych kont w Miami. Powiedziała, że jeśli Danielowi nie uda się uzyskać finansowania awaryjnego od międzynarodowego inwestora, wszyscy trafią za kratki.
Nie wiedzieli – czego żaden z nich nie mógł sobie nawet wyobrazić – że „azjatycka grupa inwestycyjna” i „europejski fundusz”, o które Daniel zabiegał od tygodni, to nic więcej niż starannie zbudowane fasady… całkowicie kontrolowane przeze mnie. Patrzyłem, jak się męczą. Patrzyłem, jak się pocą. Pozwoliłem im uwierzyć, że wciąż mają szansę.
A potem w końcu przygotowałem grunt pod finałowy akt.
Henry Lawson zorganizował decydujące spotkanie w sprawie umowy o ratunku finansowym. Spotkanie odbyło się w prywatnej sali konferencyjnej hotelu Beverly Hills . Warunki były proste – i brutalne. W zamian za umorzenie długów i wstrzyknięcie tak desperacko potrzebnego kapitału, rodzina Harringtonów zobowiązała się do oddania pięćdziesięciu jeden procent udziałów w Harrington Global.
Przyparty do muru.