Przez długą chwilę panowała tylko cisza. Ale po raz pierwszy od lat nie wydawała się ciężka. Czuła się… kompletna.
Wstałam powoli, czując, jak coś znika mi z ramion – ciężar upokorzenia, strachu i wszystkiego, co przeszłam. Kobieta, którą kiedyś wyrzucono na deszcz, już nie istniała. Podobnie jak ta wersja mnie, która zaakceptowała ciszę jako sposób na przetrwanie.
Wróciłem do samochodu, gdzie Henry Lawson czekał z nowymi raportami, nowymi strategiami i planami ekspansji Phoenix Capital na Amerykę Północną. Kierowca otworzył mi drzwi. Zatrzymałem się na chwilę, zerkając po raz ostatni – nie na grób, ale na wszystko, co on reprezentował.
Potem się odwróciłem.
Zamknąłem ten rozdział.
I wkroczyłem w przyszłość.
Ponieważ śmieci zostały wyniesione.
A teraz…
nadszedł czas, aby rządzić imperium.