Nawet dziś z trudem opowiadam tę historię bez ściśniętego gardła.
Nie widziałem Claire prawie trzy lata.
Od naszego rozwodu.
Nasze małżeństwo nie zakończyło się skandalem. Nie było ukrytego kochanka, żadnej brutalnej sceny, żadnej spektakularnej zdrady. Nie. Było wręcz gorzej.
Nasza miłość powoli umierała.
Dławiąc się niekończącymi się dniami, niekończącymi się spotkaniami, ciszą przy kolacji, bezmyślnymi uwagami, które tliły się niczym drzazgi.
Na początku się kłóciliśmy.
Potem przestaliśmy się kłócić.
I wtedy wszystko stało się naprawdę niebezpieczne.
Bo para, która się kłóci, wciąż cierpi.
Para, która już ze sobą nie rozmawia, już zaczęła się od siebie oddalać.
Nazywam się Julien Morel. Mieszkałem wtedy w Paryżu i pracowałem dla dużej grupy nieruchomości specjalizującej się w projektach hotelowych. Moje życie było wypełnione po brzegi harmonogramem, z telefonami o każdej porze, aktami piętrzącymi się na biurku i walizkami zawsze spakowanymi pod drzwiami.
Z kolei Claire wyjechała z Paryża po naszym rozwodzie.