Jakby wiedziała, że ta chwila nadejdzie.
Stałam na progu.
„Czy wpisał mnie pan do kontaktów alarmowych?”
Spuściła wzrok.
„Nikogo innego nie miałam”.
To zdanie dotknęło mnie do głębi.
Nie dlatego, że było dramatyczne.
Bo było proste.
Claire mieszkała w Marsylii od trzech lat. Pracowała, miała kolegów, znajomych, może przyjaciół. Ale w chwili, gdy jej ciało odmówiło posłuszeństwa, to moje imię zostawiła za sobą.
Imię mężczyzny, z którym się rozwiodła.
Imię mężczyzny, od którego uciekła wczesnym rankiem.
Podszedłem powoli.
„Powiedz mi, co się dzieje”.
Zacisnęła palce.
Jej usta drżały.
„Próbowałam sobie poradzić sama”.
„Z czym sobie poradzić?”
Jej oczy napełniły się łzami.
I niemal niesłyszalnym szeptem powiedziała:
„Jestem w ciąży, Julien”.
Świat się zatrzymał.
Nie da się tego inaczej powiedzieć.
Wszystko wokół mnie opustoszało.