„Louise?”
Uśmiechnęłam się, a moje oczy wypełniły się łzami.
„Jeśli ją kochasz”.
Zamknęła oczy na sekundę, wyczerpana, przytłoczona.
„Kocham ją”.
Louise zmieniła nasze życie.
Nie w delikatny i idealny sposób.
W sposób całkowity.
Nieprzespane noce.
Karmienie butelką.
Pieluchy.
Wizyty u pediatry.
Absurdalne kłótnie, bo nikt nie wiedział, kto najmniej spał.
Poranki, kiedy wyglądałyśmy jak dwie ocalałe.
Ale pośród tego chaosu coś nas uzdrowiło.
Bo z dzieckiem nie było już miejsca na gierki o dumę.
Nie było już miejsca na niekończące się milczenie.
Nie było już miejsca na zatracenie się w pracy czy urazach.
Louise domagała się naszej obecności.
I dzięki niej nauczyłyśmy się być dla siebie nawzajem.