Pobiegła do łóżka, gwałtownie zerwała prześcieradło i powiedziała zbyt szybko:
„Nic się nie stało, Julien. Nie zaczynaj z pytaniami.”
„Claire…”
„Nic się nie stało” – powiedziałam.
Jej głos drżał.
Zbierała ubrania z nietypową dla siebie nerwowością. Założyła buty, nawet na mnie nie patrząc, szukała torebki i zatrzymała się przed drzwiami.
Przez chwilę myślałam, że się odezwie.
Że zamierzała mi to wyjaśnić.
Że zamierzała powiedzieć moje imię inaczej.
Ale ona tylko wyszeptała:
„Masz pracę do wykonania. Idź na spotkanie”.
Po czym wyszła.
Drzwi cicho się zamknęły.
A ja zostałam sama na środku pokoju, nie mogąc zrozumieć, dlaczego zwykła plama na prześcieradle przeraziła mnie bardziej niż nasz rozwód.
Bo to, co widziałam w jego oczach, to nie był wstyd.
To nie był żal.
To była tajemnica.
A on dopiero co zaczął między nami oddychać.
CZĘŚĆ 2
Claire nie odpisała na moje wiadomości.
Nie pierwszego dnia.
Nie drugiego.
Nie po powrocie do Paryża.
Próbowałam przekonać samą siebie, że dramatyzuję.
Wiem.
Że dorośli czasem popełniają błędy. Że byli małżonkowie czasem wpadają sobie w ramiona, nie mając z tego żadnego znaczenia. Że ta czerwona plama nic nie znaczy. Że panika w jej oczach była tylko złym wspomnieniem, źle przechowywanym.