W kościele unosił się ciężki zapach starych drewnianych ławek zmieszany z nadmiarem perfum pogrzebowych.
Msza żałobna ku pamięci mojego ojca trwała o wiele dłużej, niż ktokolwiek się spodziewał, a kiedy wróciliśmy do domu mojej matki w Little Rock, wyczerpanie oblepiało wszystkich niczym wilgoć.
Krewni, których nie widziałam od lat, wciąż tłoczyli się w salonie, udając, że sprowadził ich tam smutek. Grzebali w zapiekankach, które były odgrzewane zbyt wiele razy, szepcząc cicho o spadku i majątku.
Siedziałam sama w kącie, wciąż ubrana w mundur galowy. Nie próbowałam nikomu zaimponować. Przyleciałam prosto z Fort Benning i nie miałam czasu się przebrać.
Moja młodsza siostra, Skylar, wyglądała, jakby pasowała na okładkę magazynu. Całe popołudnie snuła się po domu, szepcząc ludziom do ucha, upewniając się, że wszyscy rozumieją, że to ona „zajmowała się wszystkim”.
Miała ten sam zadowolony wyraz twarzy, który miała od dzieciństwa – minę kogoś przekonanego, że świat jest jej winien wszystko, czego zapragnie.