Same słowa nie bolały bardzo. Za granicą słyszałam o wiele gorsze rzeczy od ludzi, którzy aktywnie próbowali mnie zabić.
Boli natomiast to, jak swobodnie czuła się moja siostra, upokarzając mnie przed wszystkimi.
Skylar nachyliła się bliżej z kolejnym okrutnym uśmiechem.
„Szczerze mówiąc, Riley, i tak praktycznie żyjesz z toreb podróżnych. Ta chata jest wręcz stworzona dla ciebie”.
Zaśmiała się cicho.
„Prosta. Odosobniona. Nikt nawet nie zauważy, jeśli znikniesz tam na zawsze”.
Spojrzałam na matkę, licząc na choć jedno zdanie wsparcia.
Nic.
Żadnej obrony.
Żadnej korekty.
Tylko cisza.
Marcus w końcu zamknął teczkę.