Gdy SS błagało o życie – ale Sowieci nie mieli już litości
Oficer klęczał w błocie z założonymi rękami. Płacze i błaga po niemiecku. Nie strzelaj, błagam cię. Mężczyzna, który go trzyma, to radziecki sierżant. Cała jego rodzina została zamordowana przez SS w Karkowie. Jego siostra miała 12 lat w kwietniu 1945 roku. Wczorajsi kaci stali się dzisiejszymi petentami.
Ci sami SS-mani, którzy zamordowali 2 miliony cywilów, teraz sowieccy żebracy, zabijają ich życie. [muzyka] Ale Sowieci pamiętają. Wsie palone z ich mieszkańcami, dzieci z fałszywymi nazwiskami, niemowlęta wrzucane żywcem do dołów. 100 000 SS-manów zostało straconych bez procesu, bez litości, dokładnie tak jak on wtedy. Sowieci [muzyka] zmusili ich do kopania własnych grobów.
Rosyjski oficer powiedział im: „Nauczyliście nas tej metody. Jesteśmy dobrymi uczniami”. To, co wydarzyło się w lasach Pru Wschodnich [muzyka] w 1945 roku, pozostaje jednym z najciemniejszych rozdziałów wojny. Kiedy nazistowska machina terroru wywróciła się do góry nogami przeciwko swoim twórcom, kiedy ofiary stały się katami [muzyka] na swoją kolej, powiedzcie mi, gdzie szukacie w komentarzach i [muzyka] subskrybujcie, aby odkryć prawdę o najbardziej niepokojących wydarzeniach wojny.
Oto mrożąca krew w żyłach historia sowieckiej zemsty. 28 kwietnia 1945 roku, las Albe, 50 km na południowy wschód od Berlina. Niemiecka 9. Armia jest okrążona. 80 000 żołnierzy desperacko próbuje przebić się przez sowieckie linie, by dotrzeć do Berlina lub poddać się Amerykanom dalej na zachód. Wśród nich całe oddziały Vaffen SS, ci sami żołnierze, którzy trzy lata wcześniej triumfalnie paradowali po Ukrainie i Białorusi, pozostawiając za sobą zgliszcza i fałszywe społeczności.