Sierżant Michaił Kowalenko jest członkiem Trzeciej Armii Uderzeniowej. Pochodzący z Karkowa, stracił całą rodzinę podczas przejścia SS w 1943 roku. Rodzice, bracia, siostry, siostrzeńcy, 14 członków rodziny zostało straconych w ciągu jednego dnia, jak wynika z jego pamiętnika. Odnaleziony w moskiewskich archiwach wojskowych i odtajniony w 1992 roku, Kowalenko pisze: „Znaleźliśmy grupę SS ukrytą w opuszczonej stodole. 15 mężczyzn.
Zrzucili mundury, ale widzieliśmy tatuaże pod ich pachami, grupową krew, którą tatuują wszyscy SS-mani”. Kiedy zrozumieli, że ich zidentyfikowaliśmy, ich przywódca, wspaniały facet z bliznami [muzyka] po pojedynku na policzku, dosłownie rzucony na kolana. Płakał jak dziecko, ze złożonymi rękami i powtarzał [muzyka]: „Nicht chissen, nht chissen!”. Nie strzelać, to było żałosne.
To, co uderza radzieckich żołnierzy, to całkowita transformacja tych ludzi. SS było elitarną, samozwańczą Rzeszą, indoktrynowaną, by gardzić słabością, szkoloną [muzyką] do zabijania bez emocji. Uważali się za nadludzi, wikingów, wojowników, za współczesnych. Oto oni, którzy szlochają, [muzyka] błagają, obiecują wszystko, byle tylko uratować skórę.
Porucznik Iwan Pietrow, dowódca kompanii strzelców, zeznaje w 1975 roku w nagraniu przechowywanym w archiwach Akademii Wojskowej w Moskwie: Widziałem wściekłego esesmana, mężczyznę około trzydziestoletniego, z odznaczeniami wciąż przypiętymi do kurtki, który czołgał się w moją stronę na brzuchu, płacząc. [muzyka] Pokazywał zdjęcia swoich dzieci, powtarzał, że ma rodzinę, że wykonywał tylko rozkazy.